Od dwóch miesięcy gram w brydża

Od dwóch miesięcy gram w brydża. A właściwie uczę się grać, bo brydż to nie jest gra, którą da się „ogarnąć” szybko. Dawno nic nie sprawiało mi takiej radości.
Zawsze lubiłam karty. Całe lato graliśmy w kanastę, tysiąca, remika, garybaldkę. Potem, zaraz po studiach, mój przyjaciel uczył mnie grać w brydża. Na chwilę. Nasze drogi się rozeszły i brydż też odszedł w niepamięć. A szkoda!
Teraz wrócił. I okazało się, że to nie tylko gra. To taka mała, bezpieczna wersja życia. Demo.
Brydż uczy mnie przegrywać. A ja nie należę do osób, które przegrywanie znoszą z godnością i spokojem. W życiu prawdziwym bardzo tego nie lubię. Trudno mi zaakceptować, że ktoś wygrywa, ktoś przegrywa i czasem tym przegranym mogę być ja.
Ale jednocześnie jestem przekonana, że z każdej porażki można coś wyciągnąć. Że w długim czasie może się okazać, że to wcale nie była przegrana. Że ta jedna nieudana rozgrywka dała coś dużo większego – doświadczenie, uważność, wiedzę o sobie. Dokładnie tak jak w życiu.
Ja swoimi porażkami zamartwiam się bardzo intensywnie, ale krótko. A potem zaczynam się zastanawiać, czego mnie to wszystko nauczyło.
Wczoraj na brydżu nawaliłam spektakularnie. Zagrałam kartami z poprzedniej rozgrywki. Na szczęście partnerkę mam wyrozumiałą. I to też jest lekcja.
Bo w życiu bardzo się stresuję tym, że kogoś zawiodę. Że nie spełnię czyichś oczekiwań. Tylko że… ja nawet nie wiem, jakie ktoś ma oczekiwania. Wiem natomiast doskonale, jakie mam wobec siebie. I często są one dużo większe niż te, które ma wobec mnie świat.
Brydż uczy mnie też komunikacji. Tego, że mówimy pewnymi skrótami, które dla osób z zewnątrz brzmią absurdalnie. Bo czasem, kiedy mówimy jedno trefl, wcale nie mamy dużo trefli. A dwa karo nie oznacza, że mamy kara. To jest język umowny. Trzeba się go nauczyć. Trzeba mówić tym samym kodem co partner. I trzeba nad tym pracować. Jak w relacjach.
Jest jeszcze jedna rzecz. Im więcej się uczę, tym bardziej widzę, jak mało wiem.
Więc dla mnie to nie jest tylko brydż. To jest lekcja emocji, reakcji, odpowiedzialności, radzenia sobie z błędem i z własnymi oczekiwaniami. Bardzo to lubię. Bardzo lubię też jasne, klarowne zasady.
Król Kier – szkoła brydża – bardzo dziękuję za tę przygodę!
No dobrze. A teraz wracam do pracy.
Jutro chyba skończę pisać. I ogłoszę przygotowania do świąt.
PS. Zobaczcie jakie cudne pierniki dostałam od mojej brydżowej partnerki! Dominika, dziękuję!
A co tam u Was? Gracie w karty?

Przewijanie do góry